wtorek, 6 stycznia 2015

Man of Tai Chi

W skrocie:
film/akcja/kino kopane

Opis:
Panowie Cong i Shun byli typowymi przedstawicielami nowej klasy chinskich bogaczy. W garazach obu staly stuningowane auta z najwyzszej polki, a lozka grzaly (rownie stuningowane) kochanki. Nawet nie wspominam o duperelach typu zlote Rolexy, wysadzane diamentami iPhony lub podgrzewane marmurowe klapy na sedes. Kiedy nadeszla chwila ich corocznego spotkania zaklopotal sie pan Shun - czym by tu pokazac, ze jest lepszy od Conga. W zeszlym roku tamten przebil go pokazujac zywego sklonowanego mamuta, wiec  teraz trzeba bylo odplacic pieknym za nadobne. Shun myslal, myslal i myslal - az wymyslil - zrobie se (kufa) wlasny film z Hamerykanskym aktorem! Jak powiedzial tak zrobil - zatrudnil przyzwoitego scenarzyste od kina kopanego, niezlych ekspertow od sztuk walki, sypnal groszem i zatrudnil Keanu R. Zeby polechtac Hamerykanyna dal mu porezyserowac i "beng" mial wlasny film. I wlasnie tak powstal Man of tai Chi. Dla fanow kina bijacego po twarzy i panienek sliniacych sie do Keanu obowiazkowe.

Plusy:
- scenariusz i realizacja na niezlym (dla gatunku) poziomie
- niezle sceny walki
- (dla fanow) Keanu Reeves kopiacy prawie tak ladnie jak w Martixie

Minusy:
- caly czas nie moglem sie odpedzic od wrazenia, ze ten Keanu jest tam na sile, w sumie moglby go zagrac kazdy, a z chinskim aktorem film bylby moze bardziej wiarygodny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz