Andrzej Sapkowski - Sezon Burz
W skrocie:
fantasy/wiedzmin
Opis:
„Nowyy wiedzmiiiin“ zawyly wspomnienia czasu mlodosci. „Eeee
tam stary, daj sie siana Sapkowski juz dawno nie ma nic do powiedzenia“
skontrowal rozum. „Nowyyyy wiedzmiiiiiin“ No i ugiolem sie. Twardy bylem, nawet
pol ksiazki przeczytalem.
Kiedy Sapkowski przestal i zakonczyl (znoszaca zlote jaja)
serie Wiedzminska, poczulem do niego gleboki szacunek. Uznalem, ze wyczerpal
temat i postanowil skonczyc w dobrym stylu, zanim seria stalaby sie odcinaniem
kuponow od slawy. Niestety po 14 (o ile sie nie myle) latach od pierwszego tomu Sapkowski
postanowil wrocic do Wiedzmina. Niestety, bo tak jak sie obawialem nie ma w tej
sprawie nic ciekawego do powiedzenia
(wiec sa dwie mozliwosci, tantiemy nie wystarczaja i trzeba dolozyc do
emerytury, albo – co gorsza – naprawde uwaza ze stworzyl cos ciekawego).
Historia jest sztampowa, wiedzmin przyjezdza, idzie do wiezienia, robi rozpierduche,
traci miecze ale zyskuje nowa czarodziejke. Sa i eksperymenty czarodziejow i szyta grubymi nicmi afera polityczna. Niby
spoko, tylko, ze to juz kiedys bylo i to nie raz nie dwa (i to nawet u samego
sapkowskiego ktory lubil powielac utarte schematy). Niestety dla autora, czas
idzie do przodu i w literaturze fantasy dokonala sie spora ewolucja, ktora
powoduje, ze nowy Wiedzmin wzbudza tylko usmiech politowania. Gwozdziem to
trumny jest tragiczna okladka ksiazki. Szkoda kasy!
Plusy:
- jezeli slinisz sie w nocy na mysl o rudowlosych czarodziejkach, a na slowo Wiedzmin dostajesz wzwodu, to jest ksiazka dla ciebie
- poniewaz to kotlet odgrzewany, wiec wszystko juz bylo, dlatego brak jest niemilych rozczarowan i w sumie mamy przyzwoite czytadlo (i nic wiecej)
Minusy:
- wszystko juz bylo i to w znacznie lepszym wydaniu
- po chwili zastanowienia, historia nie trzyma sie kupy
- okladke projektowala slepa malpa z aerografem

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz