piątek, 15 listopada 2013



Andrzej Sapkowski - Sezon Burz

W skrocie:
fantasy/wiedzmin

Opis:

„Nowyy wiedzmiiiin“ zawyly wspomnienia czasu mlodosci. „Eeee tam stary, daj sie siana Sapkowski juz dawno nie ma nic do powiedzenia“ skontrowal rozum. „Nowyyyy wiedzmiiiiiin“ No i ugiolem sie. Twardy bylem, nawet pol ksiazki przeczytalem.
Kiedy Sapkowski przestal i zakonczyl (znoszaca zlote jaja) serie Wiedzminska, poczulem do niego gleboki szacunek. Uznalem, ze wyczerpal temat i postanowil skonczyc w dobrym stylu, zanim seria stalaby sie odcinaniem kuponow od slawy. Niestety po 14 (o ile sie nie myle) latach od pierwszego tomu Sapkowski postanowil wrocic do Wiedzmina. Niestety, bo tak jak sie obawialem nie ma w tej sprawie nic  ciekawego do powiedzenia (wiec sa dwie mozliwosci, tantiemy nie wystarczaja i trzeba dolozyc do emerytury, albo – co gorsza – naprawde uwaza ze stworzyl cos ciekawego). Historia jest sztampowa, wiedzmin przyjezdza, idzie do wiezienia, robi rozpierduche, traci miecze ale zyskuje nowa czarodziejke. Sa i eksperymenty czarodziejow i szyta grubymi nicmi afera polityczna. Niby spoko, tylko, ze to juz kiedys bylo i to nie raz nie dwa (i to nawet u samego sapkowskiego ktory lubil powielac utarte schematy). Niestety dla autora, czas idzie do przodu i w literaturze fantasy dokonala sie spora ewolucja, ktora powoduje, ze nowy Wiedzmin wzbudza tylko usmiech politowania. Gwozdziem to trumny jest tragiczna okladka ksiazki. Szkoda kasy!

Plusy:
- jezeli slinisz sie w nocy na mysl o rudowlosych czarodziejkach, a na slowo Wiedzmin dostajesz wzwodu, to jest ksiazka dla ciebie
- poniewaz to kotlet odgrzewany, wiec wszystko juz bylo, dlatego brak jest niemilych rozczarowan i w sumie mamy przyzwoite czytadlo (i nic wiecej)

Minusy:
- wszystko juz bylo i to w znacznie lepszym wydaniu
- po chwili zastanowienia, historia nie trzyma sie kupy
- okladke projektowala slepa malpa z aerografem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz